Mój Kopciuszek (V)


Minęło południe. Skwar dnia stawał się coraz bardziej uciążliwy, a pracy było coraz więcej. Kurnik, stodoła, obora… Hrabia nie szczędził Witoldowi pracy. Jak tylko skończył sprzątać w jednym miejscu, ten wołał go już w następne. Młody Książę był bardzo niepocieszony. Od ściskania wideł, grabi i łopaty, na rękach zrobiły mu się bąble i odciski. W dodatku blada skóra niemalże paliła się na słońcu. Nikt jednak nie zwracał uwagi na młodzieńca. Od czasu do czasu przychodził do niego jeden z parobków, by sprawdzić czy się nie obija. Hrabia zerkał na Witolda przez uchylone okiennice i uśmiechał się tylko. Miał jeszcze wiele pomysłów na pracę dla swego bratanka. Umiał przygiąć karku. Witold choć czuł się dotknięty i poniżony pracą, którą wykonywał, to coraz mniej się opierał. Przy ciężkiej pracy nie miał czasu, by użalać się nad swą niedolą. W myślach miał tylko swego ojca i ciepły, wygodny zamek. Bardzo chciał wrócić do łatwego życia i odzyskać przychylność króla. Jednak minął dopiero jeden dzień i jeszcze wiele miał ich przed sobą. W danej chwili musiał skupić się bardziej na swoim zajęciu. Hrabia kazał mu nanieść świeżej słomy dla zwierząt, a potem je nakarmić i napoić. Wszystko zaś pod czujnym okiem parobka.

Gdy zbliżał się wieczór rodzina Hrabiego zaczęła gromadzić się w salonie. Tam miała zostać podana kolacja. Pieczony bażant oraz duszone buraczki. Zapach pysznej kolacji rozchodził się po wszystkich izbach. Dotarł też na podwórze. Witold delektował się choćby samym zapachem. Był pewny, że nie będzie jadł dobrej kolacji. I miał rację. Wuj ponownie chciał uczęstować bratanka chlebem i serem. Gdy zakończył pracę, Hrabia wezwał go do swojego gabinetu. Siedział on za ogromną, dębową komodą. Oprócz niej wszystko w gabinecie było bardzo skromne. Witold stanął przed wujem i rzekł:

– Chciałeś mnie widzieć?

– Tak. – odparł Hrabia – Umyj się i przyjdź zaraz do salonu. Będziemy jeść kolację. Służba wskaże ci miejsce kąpieli.

– Dobrze. – odpowiedział bardzo zmęczony młodzieniec, po czym zapytał – Będę musiał ją sobie sam przygotować?

– Nie. – odrzekł Hrabia – Kąpiel czeka na ciebie. Zasłużyłeś.

Książę uśmiechnął się lekko do wuja. Skłonił się ładnie i wyszedł z gabinetu. Zaraz też w gabinecie pojawiła się Zuzanna.

– Ojczulku! Chciałam cię o coś zapytać. – powiedziała.

– Mów córeczko. – odparł z uśmiechem Hrabia.

– Czemu dałeś Witoldowi dużo więcej pracy niż parobkom? – zapytała.

– Moja kochana córko. Wiesz, że mój przyjaciel przysłał go tu do pracy i na wychowanie. Chciał również by jedna z Was została jego żoną. Muszę więc zadbać o to, by szybko i dobrze nauczył się pracować. Wraz z nią nabędzie pokory i rozumu. Wtedy będę pewny, że oddam jedną z Was w dobre ręce. – odparł z troską ojciec Zuzanny.

– Wiem ojczulku. Mówiłeś nam to. Po prostu… – zamilkła.

– Po prostu każdemu chcesz ulżyć w pracy i cierpieniu. Znam cię moje dziecko i wiem jak troszczysz się o każdego. Twoje siostry szyją, malują obrazy i czytają księgi, a ty byś tylko pracowała. – powiedział z uśmiechem.

– Uczę się ojczulku. Przecież wiesz. – odpowiedziała ojcu Zuzanna.

– Tak. Wiem. – odparł Hrabia – Wiem też, że chcesz czegoś jeszcze.

– Tak ojczulku. Witold tyle się napracował. Skoro nie chcesz mu odjąć pracy, to chociaż pozwól mu zjeść z nami przyzwoitą kolację. – poprosiła pięknie Zuzanna.

– Dobrze córko, ale tylko dlatego, że mnie o to poprosiłaś. – odpowiedział córce hrabia.

Zuzanna ucałowała ojca w policzek i wyszła z gabinetu. Po kilku minutach wszyscy zasiedli przy stole w ogromnym salonie. Bażant, buraczki, pyzy i miód czekały na domowników.

– Czy mogę dostać chleb i ser? – zapytał Witold.

Był tak zmęczony, głodny i obolały, że nie zwracał uwagi na to co będzie jadł. Nawet jeśli miałby być to posiłek godny pomywacza. Dłonie trzęsły mu się ze zmęczenia i były całe czerwone. Trzymał nimi talerz i rozglądał się po stole za posiłkiem dla siebie. Hrabia spojrzał na niego i powiedział:

– Nie będziesz jadł sera. Zjesz bażanta razem z nami.

– Co? Przecież tylko to miałem jeść… – Witold bardzo się zdziwił.

– Podziękuj Zuzannie. To ona uznała, że zapracowałeś na dobry posiłek. – powiedział wuj.

Witold spojrzał na dziewczynę i uśmiechnął się do niej.

– Bardzo Ci dziękuję. – odparł.

Zaraz też rodzina zaczęła jeść. Młodzieniec jadł tak, jakby to był jego pierwszy posiłek od lat. Bardzo się cieszył, że ktoś się za nim wstawił. Siostry Zuzanny nie były jednak tak zadowolone. Krzywo patrzyły na siostrę, a nawet robiły głupie miny. W pewnym momencie odezwała się Grażyna:

– Och! Jaki to piękny gest z twojej strony Zuzanno. Uwielbiasz być w centrum uwagi. Prawda?

– Wiesz, że nie. – odparła Zuzanna.

– Oczywiście, że nie. W końcu to ciebie znów chwalą! – powiedziała ze złością Elżbieta.

Zuzanna nic nie odpowiedziała siostrom. Zrobiło jej się przykro. Grażyna i Elżbieta uwielbiały być złośliwe dla siostry. Wydawało się im, że skutecznie dokuczyły siostrze.

– Jak zrobisz coś godnego pochwały, to wtedy na pewno będziesz w centrum uwagi. Za poniżanie ludzi nie bije się braw! – powiedział Witold patrząc na Grażynę i Elżbietę.

Siostry oburzyły się. Żona hrabiego natomiast powiedziała ze spokojem:

– Mówisz tak do moich córek i do córek hrabiego. Jak możesz bez powodu tak do nich mówić?

– Wybacz pani. – odpowiedział Książę – Czy jednak nie słyszysz jak odzywają się do twej najstarszej córki? I powiedz mi pani, czy marnowanie czasu na śmiechy z hajdukami jest godne pochwały?

Żona hrabiego nie odpowiedziała Witoldowi. Grażyna z Elżbietą chciały za to dyskutować dalej. Przerwał im jednak Hrabia.

– Bądźcie cicho! Nie wstyd Wam!? Jeszcze chcecie dolać oliwy do ognia? Widziałem wasze wybryki na podwórzu, ale teraz miarka się przebrała. Po kolacji we dwie wysprzątacie salon i kuchnię zamiast służby.

Dziewczęta bardzo się oburzyły. Jednak wiedziały, że spór z ojcem może tylko pogorszyć sprawę. Do końca posiłku przy stole panowała cisza. Zaraz po nim hrabia zabrał ze sobą Witolda i zaprowadził do pewnej izby.

– Mój drogi! Dziś będziesz spać tutaj. Zapracowałeś na ten pokój w czasie kolacji. – powiedział hrabia.

Po chwili uścisnął dłoń Witolda. Uśmiechnął się do niego i odszedł. Młodzieniec wszedł do izby. Było tam łóżko, szafka i mały dywan na podłodze. Izba ta była dużo przytulniejsza od poprzedniej. Witold bez namysłu zdjął buty i od razu położył się spać. Owinął się miękkim, pachnącym kocem i zamknął oczy. Uśmiechnął się jeszcze i pomyślał o Zuzannie, która mu pomogła. Dzięki niej zjadł sowitą kolację. Ścisnął mocniej koc, poprawił głowę na poduszce i zasnął.

Reklamy

2 myśli w temacie “Mój Kopciuszek (V)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: