Witam Was gorąco!

Cieszę się, że znów mogę podzielić się z Wami czymś niezwykłym 🙂 Mowa oczywiście o świadectwie, kolejnej niezwykłej historii…

„Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

Fragment trochę dłuższy niż zwykle, ale mam nadzieję, że go przeczytaliście 😉 Jest on ściśle związany z dzisiejszym świadectwem.

Minęło już pół roku odkąd przeprowadziłam się wraz z rodziną w nowe strony. Radość z tego powodu wciąż trwa. Własny kąt, malownicza okolica, mili sąsiedzi. Nie wszystko jednak było tak łatwe, jak chcieliśmy. Życie na swój pewien zwariowany sposób wywróciło się nam do góry nogami. Do tej pory pracowała mama, ja zajmowałam się dziećmi, a siostra uczyła się. Teraz ja pracuję, a mama z siostrą zajmują się domem i dziećmi. W międzyczasie remont i w miarę oszczędne życie. Wśród wielu trosk ani na chwilę nie zapomnieliśmy o Ojcu i wszystko wciąż mu oddajemy, i zawierzamy. Dosłownie przed chwilą przeżywaliśmy Boże Narodzenie. Przez dłuższy czas zastanawialiśmy się jak będą wyglądać tegoroczne Święta. Dla nas to przede wszystkim stan ducha, jednak zawsze też staraliśmy  się wyjść na przeciw tradycji. Choinka, ozdoby, 12 dań i takie tam… 🙂 W tym roku zapowiadały się, jednak skromniejsze Święta. W międzyczasie zrobiło się trochę chłodniej, a jak dotąd na stanie mieliśmy tylko drzewo. Samo drzewo, jednak nie daje tyle samo ciepła, co chociażby węgiel. Na początek, jednak mama zamówiła brykiet i westchnęła do Boga: „Chcę mieć ciepło…”

Z początkiem grudnia Bóg zaczął nas zaskakiwać. Pewnego grudniowego dnia do drzwi zapukała sąsiadka i oznajmiła, że przyniosła prezent od Mikołaja. Były to torby wypakowane słodkościami, kremami i produktami typu mąka, cukier. Za jakiś czas Pani w lokalnym sklepie powiedziała, że pewien ktoś zostawił „bon pieniężny” do wykorzystania dla nas na zakupy świąteczne. Wkrótce przyjechał Pan z opałem. O dziwo nie przywiózł brykietu, tylko węgiel. Powiedział, że to prezent od Mikołaja. Nie wziął pieniędzy i odjechał. Za kilka dni brat jednego z sąsiadów przywiózł nam w prezencie choinkę i paczki świąteczne od firmy, w której pracuje. Były to zabawki i gry dla dzieci, słodkości, a także produkty typu mąka, cukier, kawa itd..

Być może nic w tym niezwykłego, być może po prostu trafiliśmy na niezwykle życzliwych ludzi. Wierzę jednak, że to Bóg Ojciec zatroszczył się o nasze jutro. Oddając mu każdy dzień i każdą troskę nie musimy się o nic martwić i niczego bać. To Bóg sprawił, że Ci ludzie stali się dla nas niezwykłym, pięknym cudem.

Niech Bóg Wam błogosławi!

Pozdrawiam

Kmacisia ❤