Na hrabiowskim dworze wrzał ogromny gwar. Od wschodu słońca wszyscy coś wynosili i wnosili, poprawiali, i wycierali. W każdej chwili mógł przybyć Król. Hrabia wraz z rodziną szykował się od rana na spotkanie z Jego Wysokością. Panie przebierały w sukniach, pończochach, gorsetach oraz wymyślnych fryzurach. Panowie zaś bez większego prestiżu ubierali odświętne fraki, koszule i buty. Czas mijał, a rodzina czekała zniecierpliwiona w ogromnym salonie, który został równie odświętnie uszykowany, jak młode panienki. Radość i ekscytacja wyrywały się spomiędzy małego tłumu. Tylko Witold był lekko poddenerwowany, krążył po salonie i korytarzu na zmianę. W końcu wuj poprosił go stronę.

   –  Co się z tobą dzieje? – zapytał.

– Eh… – westchnął ciężko Witold – Zastanawiam się nad jedną rzeczą…

– Jaką? – zapytał Hrabia.

– Nie chciałbym, by to dziś się wydało. Chodzi o ojca, o króla. – odpowiedział bezwładnie młodzieniec.

– Co masz na myśli? – dopytywał wuj.

– Chciałbym, aby ojciec przedstawił mnie jako swego syna dopiero na balu. Chodzi mi o Zuzannę i wasze córki też, i w ogóle o wszystkich… – powiedział Witold.

Hrabia pogładził się po brodzie i myślał przez chwilę. Przeprosił panie na moment i udał się z bratankiem na przechadzkę, by ten lekko się rozluźnił. Tak przynajmniej oznajmił żonie oraz córkom, kiedy poczęły wścibsko wypytywać o ich spacer.

   – Ale jak to? Dokąd teraz idziecie? Czy król już przybył? – pytała macocha wraz z córkami.

– Nie moje najdroższe. Witold nie stał jeszcze przed Królewskim Majestatem. Denerwuje się, pójdziemy na krótką przechadzkę.

Panie zaśmiały się i pokiwały głowami, natomiast panowie również śmiejąc się lekko pod nosem ze słów Hrabiego, oddalili się do komnaty królewskiego posła. Polecili mu obaj, by pilnie wyjechał na spotkanie Króla i przekazał mu list z niezwykle ważną wiadomością. Hrabia pisał szybko, ale zarazem niezwykle pięknie.

„Wasza wysokość. Z pewnych przyczyn, które z pewnością później wyjaśnię, przedstaw Królu Księcia Witolda, jako swego syna dopiero na balu, a do tego czasu niech pozostanie moim drogim bratankiem.”

Poseł wziął zapieczętowany list i ruszył na spotkanie Królowi. Hrabia zaś wrócił wraz z Witoldem do swych uroczych towarzyszek. Rozsiedli się na miękkich siedzeniach i z większym już spokojem oczekiwali przyjazdu ojca Witolda.

– W porządku? – zapytała cichym głosem Zuzanna.

– Tak, oczywiście. – odparł Witold z uśmiechem na twarzy.

Przez moment wpatrywali się w siebie nawzajem tak, jakby siedzieli w salonie sami, a świat dookoła wirował radośnie.

   – Och Witoldzie, lękasz się Majestatu?- przerwała miłą chwilę Grażyna.

– Ojczulek bywał już na dworze królewskim, osobiście zna Króla. – odparła dumnie Elżbieta.

– Doprawdy? Nie wspominałeś mi o tym wuju… – Witold zwrócił się z udawaną ciekawością do Hrabiego.

– Stare czasy Witoldzie. Nic takiego. – odpowiedział z lekkim uśmiechem Hrabia.

Młode panny na wzór Witolda same poczęły krążyć po salonie, co kilka minut zaglądały przez okna i wypatrywały szczególnego gościa. Im dłużej czekały, tym bardziej były niecierpliwe. Gdy nagle z podwórza dało się słyszeć głośne okrzyki.

   – Jadą! To Król! – wołali hajducy.

Hrabia wraz z rodziną wyszedł przed dom. Pan domu na przedzie, za nim jego żona i córki, a na końcu stanął Witold. Gdy tylko ustawili się na swoich miejscach, przez potężną bramę dworu wjechał cały orszak. Straż przyboczna, królewska karoca, znów straż, kolejne dwie karoce i jeszcze więcej straży oraz służby. Królewski Herold zeskoczył z kozła i dmuchnął z całej siły w trąbę, by obwieścić przyjazd Króla. Zaraz paziowie otworzyli drzwi karocy i ukłonili się nisko przed Królem. Za nimi ukłoniła się hrabiowska rodzina. Gospodarz podszedł do króla, skłonił się raz jeszcze i przedstawił swoją rodzinę.

   – Wasza Wysokość! Jestem rad z waszej wizyty. – powiedział.

– Miło cię znów widzieć Hrabio! – odparł Król ukrywając radość.

– Za pozwoleniem! – dodał Hrabia – To moja żona, Hrabina Zofia. A to moje córki, Elżbieta, Grażyna i Zuzanna.

Wszystkie panny ukłoniły się raz jeszcze.

– A ten młodzieniec? – zapytał Król z blaskiem w oczach.

– To mój bratanek. Ojciec przysłał go do mnie na służbę, Wasza Wysokość. – odpowiedział Hrabia.

Witold ukłonił się nisko i tak jak król z trudem ukrywał radość. Hrabia zaprosił Króla do salonu. Tam, jak to na takich wizytach bywa, bliżej przedstawił swoją rodzinę i opowiedział o balu. Panie zaś pełne zachwytu wpatrywały się w Króla. Po niedługim czasie Gospodarz domu zaproponował, by Król udał się na odpoczynek do komnaty. Gdy ten miał już wstać, Grażyna wbrew konwenansom i wcześniejszym upomnieniom ojca, zaczęła pytać Króla o Księcia.

   – Wasza Wysokość! – skłoniła głowę – Książę nie przybył do nas? Jest nam niezmiernie przykro.

Król zmierzył dziewczynę wzrokiem. Nie spodobało mu się jej zachowanie, lecz jako dobry król odpowiedział dziewczynie łagodnie.

   – Panienko. Książę przybędzie do nas jutro, na bal.

Po czym wstał i wyszedł wraz z Hrabią. Panie zaś trwały jeszcze jakiś czas w zachwycie, jednak mimo tego Hrabina nie puściła płazem zachowania córki i poważnie ją upomniała. Witold zaś udał się do siebie. Po jego wyjściu macocha odprawiła do pokoju Zuzannę, gdyż sama pragnęła oficjalnie przedstawić córki ich wybrankom. Zaprosiła Hrabiego Stefana oraz Barona Karola na herbatkę, by mogli bliżej poznać jej córki przed balem. Inaczej sprawy miały się w królewskiej komnacie. Król zaprosił Hrabiego na osobistą audiencję. Oczywiście nie była to oficjalna rozmowa, po za oczami dworzan i członków rodziny, panowie rozmawiali ze sobą jak starzy przyjaciele.

– Henryku! Opowiedz mi o moim synu. Tyle dobrego mi napisałeś! – powiedział Król.

Hrabia nalał wina do kielichów, jeden podał swemu gościowi, a drugi pozostawił sobie. Zaraz też usiadł w fotelu na przeciw Króla.

– Witold bardzo się zmienił. Przyjechał tu tak dumny i wyniosły, jak mało kto. Stronił od pracy, a teraz?  Sam się do niej rwie. Jest bardzo sumienny i uczciwy. Nie mogę powiedzieć o nim nic złego. Jest rozsądny i mądry, a do tego zakochany… – powiedział z lekkim uśmiechem.

Słysząc to Król żywo się zainteresował.

– Zakochany? Naprawdę?

– Tak. – odparł Hrabia – W mojej najstarszej córce, Zuzannie.

– Nie mogę wprost uwierzyć! – powiedział zachwycony Król.

– Uwierz przyjacielu. To ze względu na Zuzannę, Witold postanowił się zmienić. Trwała przy nim, kiedy wydarzył się wypadek w stodole. – rzekł Hrabia.

Król spojrzał zaniepokojony na przyjaciela.

– Pisałem ci o tym. Było to krótko po jego przyjeździe… – uprzedził pytanie Hrabia.

– Tak… Już sobie przypominam. – odparł spokojnie Król.

– Teraz chce zabrać Zuzannę ze sobą… – powiedział jakby smutno Hrabia.

– To wspaniała wiadomość! Mój syn zmienił się dla ukochanej kobiety. – mówił z radością Król.

– Tak. Oczywiście. – przytaknął Hrabia.

– A cóż to? Nie cieszysz się moim szczęściem? – zapytał zaskoczony
Król.

Hrabia wstał, dolał sobie jeszcze wina, spojrzał w zaszronione okno i wrócił na swoje miejsce.

– Przyjacielu! Moje serce raduje się twoim szczęściem. Idzie tu jednak o moją ukochaną córkę. – odrzekł Hrabia.

– Rozumiem przyjacielu. Nie martw się! Z pewnością będzie cię często odwiedzać. – powiedział radośnie Król.

– Taką mam nadzieję. – uśmiechnął się Hrabia.

Przez kolejne minuty rozmawiali o polityce, gospodarce i wielu ważnych sprawach. Przyszedł jednak czas, by Hrabia opuścił swego gościa.

– Henryku! Zaczekaj! – zawołał Król – Powiedz mi jeszcze jedno.

Pan domu usiadł z powrotem w fotelu.

– Dlaczego nie chciałeś, bym oznajmił wszystkim, że Witold, to mój syn? – zapytał Król.

– Ze względu na Witolda. Nie chciał, by teraz wszyscy się o tym dowiedzieli. Zapewne poczęliby inaczej go traktować. Woli byś zrobił, to na balu. Domyślam się, że będzie chciał również zadać bardzo ważne pytanie Zuzannie. – powiedział Hrabia.

– Zacnie! – zawołał Król.

Hrabia uśmiechnął się do przyjaciela i zapewnił, że służba dostarczy mu do komnaty kolację. Po czym wrócił do swoich obowiązków. Hrabina zaś dalej oczekiwała swoich gości. Panowie postanowili wykorzystać słoneczny, choć chłodny dzień na polowanie. Panie piły już trzecią herbatę, gdy na korytarzu rozległ się odgłos kroków.

– Miłe panie! – ukłonili się długo oczekiwani goście.

– Och! Jak cudownie panów widzieć! – odparła z radością Hrabina – Zapraszam!

– Baronie! To moja córka Elżbieta! Hrabio! To moja córka Grażyna! – przedstawiła je matka.

Panowie ukłonili się i ucałowali dłonie panienek.

– Zdaję się, że udało nam się panienki poznać. – rzekł szarmancko młody Hrabia.

– Zaiste! – wtrącił się Baron – Na przyjęciu u mego wuja!

Elżbieta i Grażyna zarumieniły się i usiadły, panowie zaś naprzeciw nich. Służba przyniosła kolejną herbatę i panie poczęły kokietować panów.

– Byli panowie na polowaniu! Cóż za wspaniałe zajęcie! – niemalże pisnęła Grażyna.

– Tak. Jest nadzwyczajne. – odparł lekko zdezorientowany Baron.

– Ma pan taki błysk w oku! – powiedziała z zachwytem Elżbieta.

Panowie zmieszali się do reszty. Nie spotkali się jeszcze z takim zachowaniem.

– Panowie wybaczą! Córki są pod wrażeniem przyjazdu Króla. – wybrnęła z sytuacji ich matka.

– O tak! Z pewnością! – powiedział zainteresowany Hrabia Stefan.

– Cóż skłoniło Króla, by tu przybyć? – zapytał zaintrygowany Baron Karol.

– Hrabia Henryk zna się z Królem z dawnych lat. Postanowili spotkać się w tak sprzyjających okolicznościach. – odparła wymijająco Hrabina.

– Nadzwyczajne! – rzekł Baron. – Nie dziw, że panienki są tak podekscytowane.

– Tak. To dla nas niezwykłe wydarzenie. – powiedziała Elżbieta.

Obie siostry szybko zrozumiały, że zachowały się niestosownie. Pochyliły niewinnie główki i piły herbatkę. Zerkały tylko zalotnie na panów, oni zaś, jakby zapomnieli o niestosownym zachowaniu pań. Sami poczęli kokietować panienki, nie zapominając przy tym o Hrabinie.

   – Wspaniały dom. To zapewne pani zasługa. – odparł Baron.

– Cóż… Mam w tym swój wkład. – odparła rozradowana.

– A panienki? Cieszą się na jutrzejszy bal? – zapytał Hrabia Stefan.

– Oczywiście – odparła Grażyna – Szczególnie teraz.

Przez resztę dnia siostry trzepotały rzęsami do panów i pełne zachwytu odpowiadały na wszystkie pytania. Hrabia Stefan i Baron Karol byli zauroczeni pięknymi twarzyczkami. Słali im komplementy i opowiadali o swych wyczynach, by bardziej zaimponować panienkom. Hrabina po kilku chwilach rozmowy opuściła córki, była potrzebna na sali balowej. Ostanie szczegóły musiały zostać dopięte i zatwierdzone.

   Wieczór mijał przyjemnie. Na dworze wzmógł się wiatr, lecz w domostwie Hrabiego panował spokój. Elżbieta i Grażyna słodko świergotały z Hrabią i Baronem. Hrabia Henryk spędzał wieczór przy lekturze, zaś Hrabina przygrywała mu na klawikordzie. Dźwięk instrumentu rozbrzmiewał w całym domu. Zuzanna słysząc słodkie uderzenia klawiszy, kołysała się w rytm melodii po swej komnacie. Witold zaś nie mógł usiąść na miejscu. Zszedł na dół do kuchni i postanowił pomóc kucharzom przy kolacji. Oparł się o ścianę i żwawo przecierał talerze oraz kubki, które podsunęła mu kucharka. Szwargotali między sobą z sympatią. W pewnym momencie kucharzowi rozlało się ciasto, które miał upiec na deser. Hrabia napomniał wcześniej kucharzowi, by było to tak pyszne ciasto, jak nigdy wcześniej, gdyż będzie podane na podwieczorek z Królem.

   – Nie! Nie! Co ja teraz zrobię! – biadolił kucharz – Hrabia będzie wściekły!

– Spokojnie. Nic się nie stało. Powiesz Hrabiemu, że ci pomagałem i upuściłem misę. – powiedział Witold z miłym spokojem.

– Nie mogę! Przecież… Przecież…- próbował coś powiedzieć kucharz,

– Możesz! A teraz ja to posprzątam, a ty ukręcisz drugie ciasto. – odparł stanowczo Witold.

W tym czasie Król postanowił zwiedzić dom przyjaciela, gdy usłyszał głos syna, poszedł za nim. Stanął za drzwiami do kuchni i przysłuchiwał się wszystkiemu. Łza zakręciła się w jego oku. Otarł policzek i po cichu wrócił do siebie.

 

20200414_1826003166864446209510162.jpg