Mijały kolejne poranki i wieczory. Witold codziennie mijał Zuzannę na dworskich korytarzach. Wymieniali się cichymi, pełnymi uśmiechu spojrzeniami. Krótkie chwile radości dawały młodzieńcowi nadzieję na kolejne spotkanie sam na sam. W czasie pracy notorycznie wpatrywał się w okno dziewczyny, szukał jej postaci za zaszronionym oknem. Oczy błyskały mu niczym iskierki, gdy dojrzał choćby zarys jej twarzy. Całe dnie spędzał na ciężkiej pracy, lecz te ulotne momenty dodawały mu sił. Gdy jeździł po drzewo do lasu z innymi panami, czy sprzątał stajnie, czy nosił ciężkie sprzęty, czy rąbał drewno. Cokolwiek robił myślał o Zuzannie. Dalej było śpieszno do ojca na zamek, ale już tylko po to, by zabrać ją tam ze sobą. Pragnienie życia w luksusie, gdzieś się w nim rozmyło. Czas mijał Witoldowi w ciężkiej pracy, jednak wystarczyło mu, że spojrzała na niego, uśmiechnęła się i wszystkie niedogodności znikały.
 Inaczej sprawy miały się z Elżbietą i Grażyną. Siostry na każdy dzień miały jedno zadanie, wynieść z kuchni popiół i wysypać nim ścieżki na podwórzu. Niewiele ich to jednak uczyło. Kłóciły się między sobą i okrutnie się oskarżały o to co ich spotkało. Gdy tylko przypomniały sobie o starszej siostrze, to od razu zaczynały mówić na jej temat. Chętnie ją obrażały i śmiały się do rozpuchu. Wielokrotnie były tak rozbawione, że jeszcze przed wyjściem z kuchni rozsypywały popiół. Łatwo przychodziło im oskarżanie innych o swój los. Po cichu, gdzieś na uboczu przyglądał im się ojciec. Potrząsał głową ze smutkiem i zastanawiał się, kiedy jego kochane córeczki tak się zmieniły.
Bal zbliżał się wielkimi krokami. Zostały tylko trzy dni do wielkiej i tak wyczekiwanej uroczystości. Przygotowania szły pełną parą - sprzątanie, dekorowanie sali, przystrajanie stołów i próby muzyków. Nawet zjechali się już znakomici panowie, którzy mieli towarzyszyć Elżbiecie i Grażynie w czasie tańców. Hrabia Stefan i Baron Karol bardzo pragnęli poznać bliżej swoje wybranki, jednak nie udało się im znaleźć owych panienek w dworskich murach. Nie zapuszczali się w okolice kuchni i pomieszczeń gospodarczych, gdzie Elżbieta i Grażyna wynosiły popiół. Jednak nie tylko owi panowie przybyli na dwór Hrabiego. Koło południa przybył również królewski poseł. Służba prędko zaprowadziła go do gabinetu Hrabiego.
   
   - Mości Hrabio! - ukłonił się poseł.

   - Witaj! Cóż cię sprowadza? - zapytał Hrabia.

   - Jego Wysokość! Miłościwie nam panujący król, posłał mnie pośpiesznie przed sobą z listem do waszmości. Jego Wysokość śle serdeczne pozdrowienia! - odparł dostojnie poseł.

Hrabia zdziwił się bardzo. Miał nadzieję, że król wyprawi z upominkami jego posła i go odeśle z powrotem. Pomimo zdziwienia otworzył list i zaczął czytać…

"Henryku! Mój drogi przyjacielu!
Jestem bardzo rad z powodu twojego listu. Tym bardziej cieszę się ze zmiany Witolda, którą mi opisałeś. Twoją prośbę spełnię osobiście. Jeśli jest dokładnie tak, jak napisałeś, zabiorę Witolda ze sobą."

Hrabia po przeczytaniu listu, aż usiadł z wrażenia. Spojrzał z niedowierzaniem na posła i zapytał:
 
   - Kiedy tu będzie?

   - Za dwa dni. - odpowiedział poseł.

   - Dzień przed balem… - odparł niemalże bez tchu Hrabia.

Po chwili otrząsnął się. Wstał i nakazał prędko ugościć królewskiego posła. Gdy tylko ten wyszedł z jego gabinetu, zaraz wezwał do siebie Witolda. W tym czasie młodzieniec pomagał służbie ustawiać stoły. Na wezwanie wuja zostawił stoły i pobiegł do domu.

   - Tak, wuju? - zapytał, gdy tylko wszedł do gabinetu.

   - Usiądź Witoldzie. - odparł Hrabia.

   - Czy coś się stało? - zapytał raz jeszcze.

   - Młodzieńcze. Właśnie przybył do nas poseł twego ojca. Spełni moją prośbę i będzie tu za dwa dni… - powiedział Hrabia.

   - Jak to? Mój ojciec tu przybędzie? - spytał zdziwiony.

   - Tak. Napisałem królowi o twojej zmianie. Postanowił tu przybyć i zobaczyć to na własne oczy. Jeśli uzna, że to co napisałem jest rzeczywiście prawdą, to zabierze cię z powrotem na zamek.

Witold milczał. W głowie kłębiło mu się mnóstwo myśli.

   - Wuju! - odezwał się nagle - Jeśli tak będzie, to chciałbym zabrać Zuzannę ze sobą.

Hrabia począł nerwowo stukać palcami po biurku. Przez chwilę patrzył na swoją dłoń i czekał na dalsze słowa bratanka. Ten natomiast wyczekiwał tego, co ma mu do powiedzenia wuj. W końcu Hrabia wziął głęboki wdech i rzekł:

   -Nie wiem czy będę potrafił się na to zgodzić. Zuzanna to moja najukochańsza córka… - złapał głęboki wdech i mówił dalej - Jednak jest już dorosła i decyzja należy do niej… Jeżeli Zuzanna będzie tego chciała, pobłogosławię was.

Witold wstał, ukłonił się wujowi i odparł:

   - Cierpliwie będę wyczekiwał przyjazdu ojca.

Po czym wyszedł i wrócił do pracy. Hrabia zaś opadł jakby z sił. Nie sądził, że myśl o rozstaniu z Zuzanną, może być dla niego tak bolesna. Pragnął jednak jej szczęścia, nawet jeśliby oznaczało to rozstanie. Postanowił w myśli, że jeśli tego zapragnie, wypuści ją ze swoich ramion.
 Gdy zbliżył się wieczór, Hrabia zebrał swoją rodzinę i służbę w dużym salonie na parterze.

   - Moi mili! - rzekł - Jak wszyscy wiecie, za dwa dni odbędzie się coroczny bal. Za każdym razem spędzamy go we wspólnym gronie. Zjeżdża się na niego cała okolica oraz wielu znakomitych gości. W tym roku swoją obecnością zaszczyci nas sam król. Nie wykluczone, że przybędzie wraz z księciem.
Na dźwięk tych słów wśród zebranych rozległ się szept. Wszyscy byli mile zaskoczeni, ale też poczęli się zastanawiać, jaki ten król jest. Pośród owego szeptu rozległ pisk sióstr Zuzanny, które od razu zapragnęły uwieść księcia. Hrabia spojrzał wymownie na córki i mówił dalej.

   - Jego Wysokość przybędzie tu dzień przed balem. Nie należy mu przeszkadzać, a wśród nas zagości dopiero w dzień balu.

Po tych słowach zlecił jeszcze służbie przygotowanie najlepszej komnaty i najlepszego miejsca za stołem dla króla. Gdy skończył rozporządzać zadania, rozpuścił służbę i udał się z rodziną na kolację. Według tradycji przed każdą większą uroczystością jedli skromniej, by tym bardziej cieszyć się potem ucztowaniem na balu.

   - Z księciem? - zapytał szeptem Witold.

   - Tak myślę. Nie napisał tego w liście, ale myślę, że chciałby nam przedstawić syna. - odparł spokojnie Hrabia.

Młodzieniec czuł się niezręcznie. Wiedział, że jest księciem, a inni przecież oczekiwali jego przybycia.

   - Ach książę! - klasnęła w dłonie Grażyna.

   - Wyobrażasz to sobie? - zapytała rozmarzona Elżbieta.

   - A ty nie czekasz na księcia? - zapytał Hrabia Zuzanny.

   - Nie, ojczulku. - odparła i spojrzała ukradkiem na Witolda.

   - I dobrze! - odpowiedziała Grażyna - Jak nie będziesz się koło niego kręciła, to od razu będzie mój.

   - Twój!? - zapytała zszokowana Elżbieta - Nie spojrzy na ciebie, gdy tylko zobaczy mnie!

Siostry zaczęły się przepychać i kłócić o to, którą z nich wybierze książę. Nagle Witold parsknął śmiechem. Odsunął się od stołu i śmiał się jeszcze głośniej. Pierwszy raz od dłuższego czasu pozwolił sobie na taki nie takt. Grażyna i Elżbieta osłupiały. Wszyscy domownicy patrzyli na niego ze zdziwieniem.

   - Cóż cię tak bawi? - zapytała Elżbieta.

   - Wybacz Elżbieto, ale wątpię czy zainteresujecie księcia takim zachowaniem. - odparł jeszcze przez śmiech Witold.

Hrabia chrząknął głośno i spojrzał na Witolda. Młodzieniec od razu się uspokoił i przeprosił wszystkich za swoje nietaktowne zachowanie.

   - Moje drogie! - ozwał się Hrabia - Nim poczniecie myśleć o księciu, pomyślcie o pracy, którą macie jeszcze do wykonania. Po za tym macie już partnerów na bal.

I na tym skończyły się wszelkie dyskusje. Po kolacji wszystkie panny udały się na spoczynek do swych komnat. Panowie zaś dalej siedzieli przy stole. Pili grzane wino i w ciszy wpatrywali się w płonące drwa na kominku. Powoli łyk po łyku. Wzdychali ciężko, jakby nie byli pewni dnia jutrzejszego.

   - O czym myślisz? - zapytał Hrabia.

   - O ojcu… Czy spełnię jego oczekiwania? - westchnął Witold - Wiesz… Byłem zły na niego. Nie rozumiałem po co mnie tu wysłał. Czułem, że robi mi krzywdę swoją decyzją… Jednak po czasie wiem, że dał mi najpiękniejszy prezent. Poznałem ciebie, nauczyłem się pracy, szacunku i zakochałem się.

Witold uśmiechnął się i zamilkł. Hrabia poklepał go po ramieniu i rzekł:

   - Koniecznie mu za to podziękuj.