„Mój Kopciuszek” VIII


Dni wolno mijały. Po hucznym balu zostało tylko wspomnienie. Dwór Hrabiego jak zawsze tętnił życiem, choć złote słońce nie grzało tak mocno, jak dotychczas. Po długiej i pracowitej jesieni przyszedł czas na srogą zimę, która zbliżała się ogromnymi krokami. Mróz dawał się we znaki każdemu mieszkańcowi dworu, jednak najbardziej ze wszystkich cierpiał Witold. W czasie każdej zimy grzał się zawsze przy ogromnym, pałacowym kominku. Na jedno skinienie służba przynosiła mu rozgrzewający rosół czy barszcz. W dodatku nie było chwili, w której miałby pusty kubek, zawsze pełen grzańca. Niestety we włościach wuja najpierw musiał się ciężko napracować, by otrzymać rosół lub grzańca. Ten dzień był wyjątkowo chłodny. Witold nie skarżył się jednak na nic. Tak jak sobie poprzysiągł, starał się być lepszym i bardziej pracowitym człowiekiem, aby zasłużyć na względy Zuzanny.

– Jak Wam idzie chłopcy? – zawołał drwal do Witolda i parobków.

– Zaraz kończymy drogi panie! Wóz prawie pełen! – odpowiedział zmarznięty Witold.

– Śpieszcie się panowie! Powoli zmierzcha! – zawołał głośno drwal.

– Tak jest! – odpowiedzieli wszyscy razem.

Hrabia Henryk wysłał Witolda wraz z parobkami po drobny chrust i grube drwa na zimę. Czuł przez kości, że lada moment spadnie śnieg, musieli być więc przygotowani. Potężne konie ciągnęły jeden za drugim cztery wypełnione po brzegi drzewem wozy. Chłodny wiatr muskał młodych mężczyzn po twarzach. Każdy z nich marzył tylko o gorącym grzańcu. Zapadł zmrok, a drogę wskazywały im tylko lampy wiszące na wozach, a także migające z daleko światła pańskiego dworu. Gdy tylko dotarli na miejsce, Witold zeskoczył radośnie z wozu, i choć był mocno zmarznięty, to ruszył pędem  po drzewo.

– Witoldzie! Nie ściągaj drzewa. Przykryjcie je i wracaj do domu. – powiedział zatroskany Hrabia.

Witold kiwnął porozumiewawczo głową i wraz z parobkami przykrył wozy z drzewem. Parobcy odprowadzili konie do stajni, a on sam poszedł do domu. Rodzina Hrabiego była już po kolacji i Witold zasiadł w jadalni sam. Hrabia zadbał jednak, aby otrzymał gorącą strawę. Na stole pięknie rumienił się gorący, czerwony barszcz, a nad stołem unosił się cudowny zapach grzańca. Młodzieniec wziął do ręki łyżkę, lecz był tak przemarznięty, że trząsł nią i zupa wylewała się z powrotem do talerza. Złapał więc obiema rękami kufel z grzańcem i tak starał się ogrzać dłonie. Zamknął oczy i chwilowo delektował się samym zapachem barszczu. Gdy je otworzył, zauważył, że naprzeciw niego siedzi uśmiechnięta Zuzanna.

– Zimno ci? – zapytała.

– Nie. Tak tylko delektuję się zapachem barszczu. – odpowiedział.

– Skoro tak podoba ci się jego zapach, to może go spróbujesz? – podchwytliwie zapytała.

Witold wziął niepewnie łyżkę do ręki. Dłoń trzęsła mu się już mniej, lecz zupa wciąż uciekała do talerza. Młodzieniec zwiesił głowę, wziął głęboki oddech i powiedział do dziewczyny:

– Zimno mi. Bardzo przemarzłem.

– Usiądź przy kominku. – odrzekła uśmiechnięta dalej Zuzanna. 

Witold poszedł bez szemrania. Dziewczyna okryła go grubym kocem i podała mu kufel z grzańcem. Na małym stoliku, tuż obok fotela postawiła talerz z barszczem. Następnie usiadła w fotelu naprzeciw niego. Patrzyła w tlące się wesoło drwa i śpiewała wiejskie, zimowe przyśpiewki. Młodzieniec pił powoli grzańca i patrzył z zachwytem na piękną dziewczynę. Łza spłynęła po jego policzku i pomyślał: ” Jak cudowne masz serce”. Siedzieli tak oboje do późna, póki Witold nie poczuł się lepiej. Potem odprowadził Zuzannę do komnaty, a sam podążył do swojej. Po wielu wysiłkach w czasie żniw otrzymał od wuja wygodny pokój. Wszedł do komnaty i z poczuciem ciepła na sercu, zasnął w ogromnym łóżku.

Kolejne dni mijały. Spadł śnieg, a srogi mróz malował witraże w oknach wielu domostw. Na dworze nie było już tyle pracy co jesienią. Parobcy karmili zwierzęta, przynosili wodę ze studni, naprawiali schowane w stodołach wozy, chomąta i narzędzia. Służba w domu jak zawsze sprzątała i gotowała. Zima była czasem wzmożonej nauki córek hrabiego, czytania Pisma i szycia nowych strojów. Hrabia Henryk co roku organizował wielki, świąteczny bal. Mieszkańcy wsi świętowali na nim Boże Narodzenie i witali Nowy Rok. Zabawa odbywała się zawsze w pobliskiej karczmie, tylko w niej mogli pomieścić się wszyscy mieszkańcy. Według tradycji panie szyły sobie i swym balowym partnerom nowe, wyśmienite stroje. W tym roku jednak nie było jasne z kim pójdą córki Hrabiego, choć każda miała już wybranego partnera. Wszystkie trzy panny były zapatrzone w Witolda. Przez ostatnie miesiące pracy u wuja, stał się on bardzo pracowity, jego opalona twarz miała przyjemniejszy wygląd, a ponadto urósł w siłę. Dlatego też Grażyna i Elżbieta tak bardzo się nim zainteresowały, ponadto chciały zrobić na złość Zuzannie. Nie dość, że ciągle smaliły do niego cholewki, to jeszcze chciały pójść z nim na bal. Witold był zakochany i nieugięty, nie zwracał uwagi na natrętne panny. Dla niego istniała tylko Zuzanna, która wraz z zaprzyjaźnioną służką szyła błękitną suknię i czarny frak. Dziewczyna spędziła dziesięć długich, zimowych wieczorów na szyciu strojów. Skończyła jeszcze na długo przed balem. Pełna radości pokazała stroje ojcu i Witoldowi.

– Och! Moja droga! Jakie piękne! – zawołał donośnym głosem Hrabia.

– Dziękuję ojczulku. – odrzekła z radością Zuzanna.

– Jestem z ciebie taki dumny! Nigdy nie widziałem piękniejszych. – dodał.

– Tak! Naprawdę są wspaniałe! – dodał jeszcze Witold.

Młodzieniec ucałował dziewczynę w obie dłonie, po czym ojciec ucałował ją z radością w czoło. Wszystko słyszały i widziały przez uchylone drzwi siostry Zuzanny i zapałały do niej ogromną zazdrością. Gdy tylko Hrabia, Witold i Zuzanna opuścili komnatę, one po cichu wkradły się do środka i ukradły stroje. Razem rozglądały się po kątach i sprawdzały czy nikt ich nie widzi. Szybko pobiegły na strych i podarły suknie oraz frak. Zostawiły postrzępione kawałki materiałów na środku strychu i wróciły do szycia własnych strojów. Mało im było, że Hrabia zeswatał je z panami ze szlacheckich rodów. Chciały sprawić Zuzannie ogromną przykrość. Kiedy minął wieczór służba zaprosiła domowników na kolację. Kiedy wszyscy zasiedli do stołu, w jadalni pojawiła się jedna ze służek. Przestraszona stanęła przed Hrabią i pokazała mu podarte stroje uszyte przez Zuzannę. Dziewczyna wstała i z płaczem zaczęła oglądać podarte kawałki sukni.

– Kto to zrobił!? – zawołał ze złością Hrabia.

– Znalazłam je na strychu. – odparła przestraszona służka.

– Pytam raz jeszcze! Kto to zrobił! – krzyknął jeszcze głośniej.

Nagle Hrabia zauważył, że Grażyna i Elżbieta, pochylone śmieją się pod nosem. Zuzanna także to dostrzegła, złapała za podartą suknie i uciekła z nią do swej komnaty. Witold chciał za nią pobiec, lecz wuj go powstrzymał.

– Zostań Witoldzie. Pomożesz mi. – powiedział do bratanka.

– Dobrze wuju. – odparł posłusznie.

– Elżbieto! Grażyno! Czy wy zniszczyłyście suknie Zuzanny? – zapytał hamując złość Hrabia.

Dziewczęta milczały. Nie miały nic do powiedzenia ojcu, czuły się nawet dumne ze swojego czynu. W obronie sióstr stanęła nagle ich matka.

– Mój drogi. Po co te nerwy… – powiedziała – Dziewczęta na pewno tego nie zrobiły. Przecież całymi dniami nic tylko szyją. Od dawna wiadomo, że Zuzanna nie potrafi szyć. Zapewne nie udał jej się strój i sama go zniszczyła, a teraz udaje ofiarę. Ona tak lubi, kiedy się nad nią litujesz.  

Gdy tylko Hrabia to usłyszał, wściekł się jeszcze bardziej.

– Jak możesz mówić takie bzdury! Zuzanna nigdy nie stroniła od pracy! Zawsze robiła wszystko lepiej od Elżbiety i Grażyny! Osobiście widziałem stroje Zuzanny! Były piękne! – wykrzykiwał Hrabia.

– Wiesz, kochany… Może się pomyliłam… Może to służka Zuzanny… – odparła żona Hrabiego. – Wiesz jakie one są…

Kobieta próbowała wybrnąć z sytuacji i za wszelką cenę obronić córki. Hrabia jednak wiedział już kto dopuścił się tego nikczemnego występku. Siostry czuły się bezkarne, choć nic nie mówiły, to spoglądały przed siebie z zadowolonymi minami.

– Wiem, że to wy! – Hrabia spojrzał gniewnie na córki.

– Kochany, czy nie usłyszałeś, tego co mówiłam? – zapytała Hrabina.

– Słyszałem. I wiem, że to nie Zuzanna, i nie służka. Stroje zniszczyła Elżbieta i Grażyna. Spotka je za to surowa kara! – odparł Hrabia.

Hrabina chciała dalej stawać w obronie córek, lecz Hrabia zmroził ją groźnym spojrzeniem. Nagle wstała Grażyna i zapytała:

– Nawet jeśli to my, to co nam zrobisz, ojcze? Nie możesz nas niczym ukarać! W końcu jesteśmy twoimi córkami, córkami hrabiego i wszystko nam wolno.

Hrabia zmarszczył brwi. Nie sądził, że jego córki są tak zepsute. Kazał usiąść Grażynie i powiedział:

– Za dużo sobie pozwalasz Grażyno. Obie za dużo sobie pozwalacie. Jutro wystosuje listy z przeprosinami do Hrabiego Stefana i Barona Karola. Na bal pójdziecie z parobkami.

Siostry podskoczyły ze złości i poczęły krzyczeć na ojca. Równie niezadowolona była Hrabina, lecz żadne jęki i krzyki nie pomogły. Hrabia spojrzał porozumiewawczo na Witolda i wspólnie udali się do jego gabinetu. Pan domu usiadł w fotelu i z bezsilności schował twarz w dłoniach. Nie wiedział jak ma pomóc córce. Do balu zostało osiem dni i było to za mało, by Zuzanna uszyła nowe stroje. Witold poklepał wuja po ramieniu, po czym usiadł obok niego.

– Wuju! Wiem jak rozwiązać te sprawę. Napiszę do ojca z prośbą o suknię i frak, lecz potrzebuję wuju, byś podpisał się ze mną pod tym listem. Kiedy ojciec dowie się o mojej poprawie i narzeczonej, to na pewno prędko przyśle stroje w prezencie. – powiedział Witold.

– Dobrze. Zgadzam się, ale nie zapominaj, że Zuzanna jeszcze nie jest twoją narzeczoną. – odparł wuj.

– Dobrze wuju. Będę pamiętał i dalej się starał. – odparł młodzieniec.

Reklamy

2 myśli w temacie “„Mój Kopciuszek” VIII

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

%d blogerów lubi to: